Gość
Mail (opcjonalnie i niepublicznie)
ile jest ? (test antyspamowy)

W życiu pomogły mi dziesiątki osób. Teraz ja chcę swoją pasją pomóc chociaż jednej. Wierzę, że się uda. Czytaj, jeśli chcesz zobaczyć, czy ta wiara wystarczy :)

2012
Islandia 2
2209 km
relacja live

Rok bez wyprawy, za to z paroma osobistymi rekordami. Najcenniejszym było przejechanie 330 km w jeden dzień, co udało mi się dzięki jechaniu za Krzyśkiem Górnym :)

2011
Projekt 300
330 km
relacja + film

Była ostatnim krajem Skandynawii, który mi pozostał do zdobycia po 2008 roku. W 2009 plany nie wypaliły. Wreszcie w 2010 dopiąłem swego, mimo że kilka miesięcy wcześniej wulkan Eyjafjallajokull napędził mi sporo strachu. Podróż jak z bajki :)

2010
Islandia
4010 km
relacja live
informacja o filmie
wpisy o Islandii
trochę zdjęć

Plany zmieniałem co tydzień, a w końcu zostałem "skazany" na Polskę. "Cudze chwalicie, swego nie znacie" - stara prawda. Ruszyłem więc tam, gdzie nie byłem. Samotnie, z namiotem, odwiedzając Przyjaciół i odkrywając piękno Ojczyzny.

2009
Polska
1958 km
wstęp
samotne Tour de Pologne
relacja live
zdjęcia

Wraz z Marcinem Nowakiem, żywiąc się owsem i "maryjkami" w 55 dni przejechaliśmy 9 państw i 16 wysp, okrążyliśmy Bałtyk, przeżyliśmy 23 dni za kołem podbiegunowym, dotarliśmy z Katowic do końca najdalszej drogi świata i szczęśliwie wróciliśmy.

2008
Nordkapp
6903 km
przygoda na Północy

W wakacje pracowałem na podróż'08, a urlop był krótki. Przejechałem więc tylko kawałek Pomorza. Dodatkowo, z końcem sierpnia udało mi się coś, co od dawna chciałem zrobić: Katowice-Łódź w 1 dzień.

2007
Pomorze i Łódź
280+221 km

Budapeszt marzył mi się od paru lat. Spontaniczna, wesoła, bardzo udana majówka z Grażyną, Krystianem i Danielem. 9 dni czystej przyjemności.

2007
Budapeszt/Bratysława
1053 km
przygoda węgiersko-słowacka

Razem z Piotrkiem Piszczkiem. To miała być wyprawa życia. I w zasadzie była (wtedy), choć prawie nic nie poszło tak jak miało. Trwała 24 ciężkie dni. Skończyła się źle, ale dziś wspominam tylko to, co dobre.

2006
Rzym/Watykan
2317 km
przygoda Rzymska

Chciałem odwiedzić Znajomych sprzed roku, i - wydłużając trasę - poznać nowych. W trakcie tych 16 dni osiągnąłem dystanse, z których do dziś jestem dumny :) - oscylujące wokół granicy 200 km dziennie.

2005
Polska
1574 km

Moja 1. samotna wielodniowa wyprawa. Trwała 8 dni. Ogromne osobiste przeżycie. Poznałem wielu wspaniałych ludzi i pokochałem podróże.

2004
Polska
855 km

Podróże rowerowe > piotr mitko .com

Schmittko the Cyclist

I choćbym przechodził przez ciemną dolinę, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną (Ps 23,4a)



Jak sprawdzić rower przed sezonem?

Niniejszym prezentuję mój artykuł napisany dla portalu DajemyRade.pl :)



Akcja zakończona!

Razem z Fundacją, dzięki Waszym wpłatom zebraliśmy 33 700 zł na protezę nogi dla Jarka. Dziękujemy!!! Wkrótce więcej :)

Nasza akcja na Facebooku
Czekasz na nowy wpis, a jego wciąż nie ma?
Nie irytuj się - pozwól się powiadomić, gdy wreszcie coś napiszę :)
Podaj i przepisz
Wkrótce otrzymasz link aktywacyjny.
(z subskrypcji możesz w dowolnym momencie zrezygnować)

Wpisy z kategorii: przyjaciele


Mój rowerowy świat :)

Odwiedził mnie Artur. Aktualnie bierze udział w konkursie na Fotopodróżnika, a do kolejnego zadania konkursowego potrzebował siedmiu inspirujących osób. Z racji, że chodzi o to, "żeby pokazać prostych ludzi" (słowa mojej siostry :) miałem przyjemność znaleźć się w tym zaszczytnym gronie i zabawiłem się w trochę pozerstwa przed obiektywem :) A oto co z tego wyszło:



Cały wpis: http://www.myfinepix.pl/pl/blog/689944/444751
Pozostałe Inspiracje: http://www.myfinepix.pl/pl/blog/689944

PS. Możecie głosować! :)
PS2. Zapraszam 24 marca o 17:00 na Festiwal Slajdów Podróżniczych w Katowicach! Będę tam!

18.03.2012
Podobne wpisy: Zabawki AtomkaNajlepsze filmy roweroweDobry Autor

tagi: przyjaciele, zdjęcia, z_innej_beczki

ATOM
2012.03.19 21:57
Cześć Piotr. Najlepsze jest to zdjęcie przed Katedrą z rowerem w ręce :)
Może przyjadę juz w piątek do Katowic...
Sławek
2014.08.03 11:49
Witaj Piotrze, jestem zafascynowany Twoimi podróżami ale bardzo zaintrygował mnie temat wspomnianej prądnicy. To coś bardzo sensownego dla moich wymagań. Prosił bym bardzo o dokładniejszy opis schematu (diody), jaki prąd ładowania. Jeśli to możliwe w celach konsultacji proszę o kontakt e-mailowy z Tomkiem Atomkiem. Dziękuję, pozdrawiam i życzę udanych, kolejnych wypraw. Sławek.
schmittko
2014.09.17 15:55
cześć Sławku, odsyłam do wpisu: [kliknij] a do podanych tam informacji dodam jeszcze, że o parametrach samej prądnicy (tzn. silnika pochodzącego z kserokopiarki) niewiele z Atomkiem wiemy, bo nic na niej nie było napisane, natomiast przełożenie obrotów koła na oś prądnicy wynosiło ok. 3 (34 do 11 zębów) i potrzebna była prędkość min. 12 km/h, żeby ładować akumulator. Pozdrawiam!
Skomentuj



Najlepsze filmy rowerowe

Zapraszam w imieniu Oli na jej stronkę, kolekcjonującą linki do ciekawych filmów rowerowych:

Zobacz najlepsze, najśmieszniejsze, kultowe, te bardziej i mniej znane, po prostu najbardziej odjechane filmy rowerowe w sieci.

prostar-cycling

Na zachętę film, który mnie szczególnie zachwycił.

PS. klikając "lubię to" pomożecie Oli zaliczyć przedmiot, więc zróbcie coś dobrego :)


19.12.2011
Podobne wpisy: Cztery RoweryWariaci :)Artur w Maroko

tagi: polecam, filmy, przyjaciele

Skomentuj



Zabawki Atomka

Miłośnikom fizyki i majsterkowania polecam kanał Youtube Atomka. Mój kolega znany jest Wam już z kilku wpisów na tym blogu, a szczególnie z tego. Atomek udowadnia, że energia elektryczna to potęga :)


21.11.2011
Podobne wpisy: Mój rowerowy świat :)Najlepsze filmy roweroweDobry Autor

tagi: przyjaciele, z_innej_beczki

Skomentuj



Dobry Autor

Chciałbym Wam opowiedzieć o panu Andrzeju. I o tym, jak upadek na rowerze może zmienić życie.

Poznaliśmy się 14 stycznia 2008 roku. Mój przyjaciel miał mu zrobić przegląd komputera, ale tego dnia nie mógł i zlecił to mnie. Umówiłem się na wieczór, ale po południu, podczas rowerowej przejażdżki, zaliczyłem asfalt (jak się później okazało, pękła jakaś kosteczka w dłoni).

Przyszedłem. Podczas grzebania w komputerze podparłem się na ręce i jęknąłem z bólu. Żona pana Andrzeja spytała co się stało. Przyznałem się do upadku - i tak zaczęła się dłuższa opowieść o rowerze w moim życiu. Fakt, że byłem we Włoszech, okazał się kluczowy. Zaraz dowiedziałem się, że pan Andrzej, który jest pisarzem, jest wielbicielem Wenecji - jeździ do niej kiedy tylko może i pisze właśnie prawdopodobnie najbardziej obszerny polski przewodnik po tym mieście. Umówiliśmy się na kolejne spotkanie - ze zdjęciami. Zdjęcia miałem w albumie razem z wydrukiem mojej relacji - takiej samej jak tutaj. Pan Andrzej wziął album i poszedł do swojego pokoju. Chwilę później wrócił i stojąc w progu, głośno i zdecydowanie spytał: "czy pan to gdzieś wydał? Przeczytałem tylko kilka fragmentów, ale po nich widzę, że pan ma talent".

Od tamtego momentu pan Andrzej stawiał sobie za punkt honoru, by mnie wypuścić na szerokie wydawnicze wody i nauczyć jak po nich pływać. Mimo, że kosztowało go to wiele rozczarowań, nie chciał odpuścić i nie ustawał w swoich wysiłkach.

Podsunął mi książki Hemingwaya i Saint-Exupery'ego - uważał, że ich styl najlepiej do mnie pasuje i że wiele mogę się od nich nauczyć. Niewątpliwie miał rację - właśnie tak chciałbym pisać. Zachęcał mnie do startowania w konkursach, do rozpoczęcia szkoły filmowej, ale przede wszystkim do pisania. To dzięki niemu zacząłem pracować nad relacją z Nordkapp. To on był jej głównym recenzentem, dał mi wiele wskazówek. Uważam, że nigdy nie napisałem czegoś równie dobrego, a to w dużej mierze dzięki jego motywacji i pomocy.

Z panem Andrzejem spotykaliśmy się w Bibliotece Śląskiej i w Empiku, aby omówić moje teksty i przy okazji pogawędzić o życiu...

Był niezwykle aktywny. Nie dałbym mu tyle lat, ile miał. Marzył, planował, działał...

Pewnego wieczora wracaliśmy z benefisu w kinoteatrze Rialto. Młody podróżnik-amator i o pięćdziesiąt lat starszy od niego pisarz-zawodowiec szli ulicą Jagiellońską, ubrani w garnitury. Rozmawiali. Pisarz radził jak żyć, mówił o swoich błędach, żartował... Poczułem się wtedy jak w scenie z filmu.

A co do filmu - pan Andrzej to również reżyser. Podzielił się ze mną swoim pomysłem na następny film. Akcja miała rozgrywać się w jego ukochanej Wenecji. Roboczy tytuł: "Mgła". Zaproponował mi miejsce w ekipie i prace przy montażu. Przygotowania do realizacji przerwało pogorszenie się zdrowia pana Andrzeja.

Okazji do naszych spotkań było coraz mniej. Widzieliśmy się po raz ostatni zanim wyjechałem na Islandię.

Zadzwoniłem do niego w maju tego roku. Był w szpitalu. Powiedział, że już parę razy żegnał się z życiem. Powiedział, że chce się ze mną spotkać, ale narazie nie może nawet czytać. Powiedział, że da znać, gdy będzie lepiej.

W ubiegłym tygodniu dowiedziałem się o jego śmierci. Zmarł w czerwcu - miał 75 lat. Był jednym z najciekawszych ludzi, jakich poznałem. Zostanie w mojej pamięci...


Andrzej Bątkiewicz - krytyk filmowy, dziennikarz prasowy i radiowy, literat, publicysta, były redaktor naczelny tygodnika "Ekran", autor cykli programów o kinie w TVP Katowice i TV Polonia 1. Debiutował tomikiem poezji "Deszcze" w 1964 roku. Przez ponad trzydzieści lat publikował eseje, felietony, recenzje, wywiady o tematyce filmowej na łamach „Kina”, „Ekranu”, „Panoramy”, „Kultury”, „Wiadomości Kulturalnych”, „Dziennika Zachodniego” i „Sportu”. Autor książkowej monografii filmowej "Ścigany Roman Polański" i niezależnego filmu dokumentalnego "Katyń, koniec i początek".


29.09.2011
Podobne wpisy: Mój rowerowy świat :)Najlepsze filmy roweroweZabawki Atomka

tagi: przyjaciele, prywatne

Ewelina
2011.10.01 00:26
Uważam, że teraz powinieneś się poczuć wręcz zobowiązany do spełniania swoich marzeń;)
Skomentuj



Bicie rekordu i jak to się skończyło...

6 razy w życiu udało mi się przejechać w ciągu jednego dnia ponad 200 kilometrów, ale w 5 przypadkach tego nie planowałem - zmusiły mnie okoliczności, albo tak mi się dobrze jechało :) Tylko raz zrobiłem taki dystans dlatego, że od początku było to moim celem. Wówczas osiągnąłem 221 km, zakończyłem jazdę o godz. 19 i choć miałem jeszcze siły i ochotę, to dałem sosbie spokój, bo byłem już na miejscu, a miałem mały problem z rowerem - grunt, że rekord był.

Zadawałem sobie później pytanie, ile maksymalnie mógłbym przejechać. Najodważniejsza myśl, do jakiej doszedłem sam, to 250 km. Pora przedstawić Krzyśka Górnego :) Krzysiek jest kolarzem z krwi i kości, od lat ostro trenuje i ściga się w maratonach. Nie pozwolił mi myśleć o tym, by jechać cały dzień dla jakichś "mało ambitnych" 230 czy 250 km. Uznałbym, że buja w obłokach, ale robił już trasy po 350, 430 i 450 km! No dobra - Krzysiek potrafi, ale czy ja też?

W ubiegłym roku zaplanowaliśmy, że w wakacje wybierzemy się w trasę, która odeśle mój stary rekord do historii :)

Przygotowania?

Krzysiek zawsze jeździ dużo, więc pewnie nie odczuł różnicy. Ja od początku obawiałem się tej trasy i dlatego starałem się trenować jak najwięcej, ale życie mi na to nie pozwoliło :] Na szczęście kilka lat rowerowego doświadczenia nie odeszło w niepamięć. Dieta i rozłożenie sił to tutaj klucz do sukcesu. Okazało się też, że choć ostatno robiłem niemal same mikro-trasy po 5, 10, 15 kilometrów, to duża regularność w takim jeżdżeniu przywróciła moim nogom długodystansową formę sprzed roku.

Jedziemy, jedziemy!

Celem naszej podróży... acha, sami zgadnijcie! Krzysiek będzie podpowiadać ;)

Jechało mi się świetnie, również dzięki doskonałemu przewodnikowi, jakim jest Krzysiek - zawsze wiedział którędy jechać, rozbijał wiatr i ostrzegał przed dziurami w jezdni. Pogoda też idealnie dopisała. Do 160. km było łatwo. Przez kolejne 40 km walczyłem z kryzysem sił, ale pomimo tego podkręcaliśmy średnią (zaczęliśmy od 23, doszliśmy do 25,5, skończyliśmy na 25).

Utrudnienia

Przez cały dzień bolały mnie ścięgna Achillesa - chyba nawet bolały mnie jeszcze zanim ruszyliśmy :] Ból ten oczywiście nasilał się. Kolano zaczęło mnie boleć ok. 250 kilometra. Niestety zapomniałem o swojej zasadzie nr 1: "zdrowie jest ważniejsze niż plan". Mogłem wsiąść w pociąg, ale w ferworze walki nawet o tym nie pomyślałem. Kolejny dowód na to, że pod wpływem adrenaliny człowiek myśli inaczej. Rekord był w zasięgu nóg - wydawało się, że możemy być na miejscu grubo przed 21, i że tylko kataklizm zdoła nas powstrzymać. Jak się okazało, do "kataklizmu" nie było daleko.

Na 303. kilometrze zatrzymałem się, by zbadać dlaczego tylne koło wpada w turbulencje przy lekkim hamowaniu. Nie znalazłem żadnego kamienia w klockach, ale Krzysiek po chwili wypatrzył przyczynę: pęknięta obręcz. Gdyby ten defekt nastąpił kilka kilometrów wcześniej, albo gdybyśmy zauważyli go kilka kilometrów później, to moglibyśmy nie dojechać do celu. Odpięliśmy hamulec, zacząłem omijać najdrobniejsze dziury, zwolniliśmy... Ostatecznie osiągnęliśmy cel już po ciemku, przed 22. Dokładnie 2 kilometry od miejsca noclegu pęknięcie w feldze zrobiło się na tyle duże, że przecięła się dętka i dalej jechałem już na kapciu. Ale cel został osiągnięty!

Podsumowanie i wnioski

Z 17 godzin aż 4 zużyliśmy na odpoczynki. Z tego pół godziny zeszło na robienie filmu, a pozostałe to fizjologia, zakupy i opieka nad rowerami. Od rana do końca jazdy zjadłem: kleik ryżowy, 3 banany, 2 bułki z serem, 2 kanapki ze smalcem, tabliczkę czekolady, 200g markiz czekoladowych, jogurt pitny, małe frytki, shake waniliowy, 2 tabletki magnezu. Wypiłem 1,7 litra wody niegazowanej i 1 l powerade.

Z tej wycieczki wyniosłem trochę nauki. Przede wszystkim, że na tak długiej trasie należy pedałować jak Armstrong, a nie jak Ulrich :) Mimo że stale robię postępy, wciąż mam za niską kadencję i jadę zbyt siłowo, za mało technicznie. Po drugie - felga, na której kulałem się 19 tys. km (w tym po islandzkich wertepach) też ma swoje granice wytrzymałości. Dobrze, że pękła w Polsce, a nie "gdzieś tam"... Mam za sobą 90% równika, a jeszcze nigdy nie złamałem szprychy. Przed kolejnym dalszym wypadem przyjrzę się dokładniej jak wyglądają moje koła.

Od tygodnia kuleję, ale jedna rzecz nie daje mi spokoju... dałoby się zrobić więcej ;)


23.07.2011
Podobne wpisy: Najlepsze filmy roweroweSkąd prądCztery Rowery

tagi: polska, przyjaciele, filmy, relacja

Jowita
2011.07.23 22:11
No i to lubię! 13 minut fimiku, a i doedukował się człowiek, i zobaczył pobicie rekordu, i muzyki posłuchał. Tylko popcornu mi brak...
Cinus
2011.07.25 13:48
takich ludzi się podziwia!
to teraz zostały do uzupełnienia liczby (nie żebym się czepiał)
Michał
2011.08.10 11:14
Jakim cudem on Ci dał radę na tych grubych oponkach 26" Naprawdę niezły koleś ;) Sam muszę spróbować ile bym dał radę, bo ostatnio zrobiłem 137 na terenowych Schwalbe, ale z tego około 60 po lesie
Anna Maria
2011.08.24 20:35
Podziwiam! i gratuluję :)
Bbbe
2011.09.16 00:57
wtf?? [kliknij] So, who are you man?
Marcin
2011.09.27 16:46
Podziwiam :)
Konrad
2012.01.29 19:40
Jechaliście do mojego miasta :-)))). Szacunek! :-)
madej
2012.04.06 10:38
Mi się udaje bić takie rekordy ale na trasach 80-120km. Zapraszam na piękne Podlasie. Serwis, przewodnik i zimne browary gratis. pzdr
madej
2012.04.09 17:38
Jeszcze jedno. Ciekawe jaki wiatr mieliście, jakimi drogimi jechaliście, głównymi? Dystans strasznie duży ale to ważne. pzdr
yoyo
2012.04.21 22:55
W siepniu chce zrobic 320 km w pierwszy dzien cos okolo 200 a w drugi reszte myslicie ze mi sie to uda
schmittko
2012.06.04 15:07
@madej: Mieliśmy dobre warunki. Jechaliśmy najczęściej głównymi drogami, prawie wyłącznie asfaltem, a wiatr przez większość czasu pomagał. Z przeciwnym wiatrem byłoby to - przynajmniej dla mnie - absolutnie niewykonalne :)
Anka
2012.08.06 09:42
Podziwiam jak wszyscy i uznaję za nałogowego cyklistę:)
jaroszrek
2013.04.23 12:24
po co my to robimy? dobre pytanie... szczere, fajne :) pzdr
Adam
2014.08.01 17:18
Dwa razy wybierałem się w długą podróż rowerową.Trzy lata temu zrobiłem w jeden dzień 302,5 km...dwa lata temu powtórzyłem ten wynik.Z Dąbrowy Górniczej do Gdańska...dwa dni zajęło mi pokonanie trasy 535 km...Moim marzeniem jest jechać i pokonać samego siebie,a wiec ponad 302,5 km i jechać tak bez celu po Polsce...Mam 53 lata...pozdrawiam...i podziwiam...
Skomentuj



Halny w Poznaniu i na Murckach też wietrznie :)

Wywiało mnie aż tam, na pokaz dla Akademickiego Klubu Górskiego "Halny". Zastanawiałem się czy jestem normalny, spędzając 11 godzin w pociągu po to, by pokazać niespełna godzinny film. Ale okazuje się, że nie można tak tego przeliczać. Było warto. Bardzo fajna publiczność i film spotkał się z takim odbiorem, jaki chciałbym mieć zawsze. Plansze z napisami "śmiech" i "aplauz" nie były potrzebne :)

Dziękuję wszystkim Obecnym, jak i tym Nieobecnym, co mnie tam zaprosiły :P Szczególnie dziękuję za pozytywne komentarze i maile - odpiszę, ale zwykle zajmuje mi to dużo czasu - spytajcie Marka :]

No właśnie. Szczególnie chciałbym podziękować Markowi, którego miałem przyjemność poznać wcześniej wirtualnie, a wczoraj na żywo. Pozdrawiam Ciebie i Twoją Żonę! :) Pozdrawiam też Błażeja, który ugościł mnie w czasie podróży Polska'05 i Polska'09 - dzięki, że udało Ci się być wczoraj!

W ostatnią niedzielę prezentowałem film na Murckach. Pozostałością po tej imprezie jest wystawa moich zdjęć, która tam powisi jeszcze przez ok. 3 tygodnie. Pokaz na Murckach odbył się dzięki Ani, której chciałbym serdecznie podziękować. Dziękuję również Kierownictwu MDK i wszystkim Widzom!

Ma ktoś może jakieś zdjęcia z tych imprez?
będę wdzięczny: schmiciu[małpa]gmail.com :)


25.02.2011
Podobne wpisy: Twórcze HoryzontyKolosy P.S.Dreams come true :)

tagi: imprezy, występy, przyjaciele

cybik
2011.03.11 23:34
Piotrze.

W żaden sposób przeliczyć się tego nie da.

Cieszę się, że mogłeś poświęcić swój czas i przyjechać.
Dobrze, że powiedziałeś przed pokazem, że nie ilość jest najważniejsza, bo chociaż nie było mało osób to myślał bym: "hmm, gość spędził w pociągu 11 godzin, a frekwencja średnia" ;,)
No i dzięki za słowa uznania dla poznańskiej publiczności.

Powiem krótko i zdecydowanie: warto było i dziękuję!

Cieszę się, że film mogliśmy oglądać na pokazie, a nie ze strony, bo to jednak co innego. Cieszę się tym bardziej, że przy okazji mogliśmy się poznać.

Czekałem na pokaz w Poznaniu. Nie wiem do czego porównać uczucia jakie temu czekaniu towarzyszyły. Brak obaw, bo jakoś byłem spokojny, że pokaz się odbędzie. W pewnym sensie wiedziałem czego się spodziewać: filmu ;,), ale w wielu aspektach niebanalnego i na wysokim poziomie. Więc czekałem cierpliwie, jak na coś co prędzej, czy później nastąpi i będzie wyjątkowe. No i w tym sensie film mnie nie zaskoczył. Poziom i wrażenia absolutnie wyjątkowe. Pełen profesjonalizm, dobry i przemyślany pomysł. Brakuje mi słów, żeby właściwie to opisać. (Może dlatego dopiero teraz dodaję komentarz.) Po prostu: trzeba zobaczyć.

Niniejszym potwierdzam: Piotr odpisuje na maile, ale jeśli komuś zależy na czasie niech zaznaczy w temacie: "ważne" lub "pilne" ;,)

Niestety, nie pomyślałem, żeby na pokaz zabrać aparat i zrobić jakieś zdjęcia...

Do zobaczenia!
Dzięki jeszcze raz.

pozdrawiam
Marek C.
Skomentuj



Skąd prąd

Przed wyjazdem na Islandię zadawałem sobie pytanie: jak będę ładował kamerę? O ile telefonu nie trzeba ciągle używać i wtedy może trzymać tydzień lub dwa, o tyle nieużywanie kamery poddaje w wątpliwość sens jej zabierania. Postawiłem więc na energię odnawialną. Ładowarka słoneczna mogłaby się sprawdzić prawie wszędzie, ale nie na Islandii, gdzie przez wiele dni z rzędu można jechać w chmurach. Drugą możliwością było zbudowanie wiatraka, który stawiałbym w nocy przed namiotem, ale islandzki wiatr mógłby go połamać :) Trzecią - prądnica. Dzięki niej mogłem być najbardziej niezależny. Zbudowanie tej prądnicy okazało się bardziej pracochłonne niż sobie wyobrażałem, ale na szczęście zajął się tym niezawodny Atomek, o którym już wcześniej wspominałem na blogu (tu i tu). Jak wyglądała praca nad prądnicą/dynamem, oraz jak to ostatecznie wyglądało, możecie zobaczyć na filmie :)

Szczegóły techniczne. Na przednim kole zamontowaliśmy piastę na hamulec tarczowy, a tarczę zastąpiła zębatka. Na widelcu zainstalowany był silnik ze starej kserokopiarki. Udało się to zrobić bardzo solidnie (przez 4000 km ani drgnęło!), nawet bez wiercenia w widelcu (no, chyba że raz ;) Przewody zostały poprowadzone rurkami termokurczliwymi, co je doskonale zabezpieczyło. Zastosowany silnik dawał prąd trójfazowy, więc był prostowany mostkiem Graetza, który znajdował się w torbie pod ramą. Końcowe przewody podłączone były do akumulatora żelowego 12V, będąc jednocześnie wyprowadzonymi do gniazda zapalniczki samochodowej. Jeden z przewodów był wyciągnięty aż do manetki, gdzie za pomocą przełącznika można było zamykać lub otwierać obwód, kontrolując kiedy akumulator ma być ładowany. Jedyne, czego zabrakło (z braku czasu) to ogranicznik napięcia. Zastosowany sposób przeniesienia napędu (łańcuch) okazał się fantastyczny. Niemal nie stwarzał oporu, za to fajnie brzmiał, szczególnie przy zwalnianiu :)

Jeżeli myślicie o zrobieniu czegoś podobnego, przede wszystkim rozważcie dołączenie ogranicznika napięcia oraz bardzo dobrze zabezpieczcie kable, chyba że nie macie zamiaru trzymać w torbie nic więcej. Najmniejszy metalowy przedmiot, który zetknie się ze stykami akumulatora może przynieść przykre konsekwencje :] Dla bezpieczeństwa sugeruję ładować najpierw akumulator, a po zakończonej jeździe wykorzystać zgromadzony prąd do ładowania właściwego sprzętu. Uwaga: prądnicy należy używać codziennie - w przeciwnym razie rdzewieje :)


03.01.2011
Podobne wpisy: Czuję napięcie!CiężaryNajdroższa Islandio...

tagi: islandia, przygotowania, sprzęt, przyjaciele, filmy

Michał Z
2011.01.03 14:05
Jak można pozyskać szczegóły tej prodnicy jestem zainteresowany chciałbym takie coś za montować ,przydało mi by się do obkrążenia Europy
tosh
2011.01.03 14:24
To był raczej prąd jednofazowy przemienny, nie 3f :P
schmittko
2011.01.03 14:31
@Michał: a co konkretnie chciałbyś wiedzieć? :)
@toosh: przyznaję, że nie wiem. Atomek się na tym zna :)
ATOM
2011.01.03 17:29
tosh, to prąd trójfazowy. Bo to jest trójfazowy silnik synchroniczny pracujący jako prądnica :)
Michał
2011.01.04 19:35
Schemat tego urządzenia
Michał
2011.01.04 19:54
Mam pytanie ,w swoich wyprawach jakie miałeś błotniki plastykowe czy metalowe
schmittko
2011.01.05 00:43
@Michał: postaram się o schemat. Błotniki plastikowe, z dwóch różnych kompletów :)
Gość
2011.01.07 00:54
Piasta z pradnica shimano -dlaczego nie?
schmittko
2011.01.31 12:44
zamieszczam schemat. Dziękuję Atomkowi :)
@Gość: nie słyszałem wcześniej o takiej piaście. To chyba jakaś nowość?
ech
2012.07.16 15:19
o takiej piaście Ci mailowałem. Ciekawe jak obecna prądnica się sprawuje? Trzymam kciuki za elektrony ;-)
Skomentuj



Artur w Maroko

Dopiero dwa dni temu wpadłem na bloga mojego kolegi z roku, Artura Skrzydło, który przemierza właśnie Maroko (niestety bez roweru :) Przeczytałem cały i przyznam, że nie mogę się doczekać kolejnego wpisu. Dużo problemów, dużo przygód, dużo niespodzianek, ale też cudowne widoki i niezapomniane chwile. Polecam!

Blog Artura Skrzydło


17.10.2010
Podobne wpisy: Cztery RoweryNajlepsze filmy roweroweAtomek

tagi: przyjaciele, polecam, ludzie

Skomentuj



Cztery Rowery

Koniecznie zobaczcie ten film. Znajdźcie sobie spokojne 4 minuty, zrelaksujcie się i kliknijcie "play" :) Moim zdaniem film jest świetnie zrobiony, ale warto go zobaczyć ze względu na treść i głównego bohatera :) Nic więcej nie powiem.


07.10.2010
Podobne wpisy: Najlepsze filmy roweroweArtur w MarokoWariaci :)

tagi: przyjaciele, polecam, filmy, ludzie

j.k
2010.10.09 18:54
Ten film dodaje optymizmu, życie z pasją! Lubię o tym sobie przypominać, przyjemność sprawia podziwiani ludzi, którzy realizują swoje marzenia. Powodzenia!
Łukasz
2011.04.10 12:00
Filmik w starym stylu, ala lata '80. Bardzo fajnie zrobiony.
Skomentuj



Atomek

Chciałbym Wam przedstawić mojego kolegę z Bielska-Białej, Tomka. Jest to człowiek nietuzinkowy - potrafi przejechać na rowerze 60 km bez pedałowania ;) Wkłada wiele serca i pracy w swoją pasję, jaką jest wszelkie majsterkowanie, szczególnie z elektrycznością. Kiedy zastanawiałem sie jak będę używał kamery na Islandii, gdzie mogę nie mieć dostępu do prądu przez około tydzień, przyszedł mi z pomocą. Już za parę dni pokażę Wam co dla mnie skonstruował - jest to coś naprawdę wyjątkowego! :D

Tymczasem zobaczcie jeden z kilku rowerów, jakie Tomek zbudował głównie z surowców wtórnych pozyskanych w punktach skupu metali:
ElektRower Atomka

Marzeniem Tomka jest m.in. zbudowanie elektrycznego malucha. Byłaby to kolejna mobilna reklama ekologicznego stylu życia, energii odnawialnej, ale też realizacją pozytywnej pasji, co chyba jest najważniejsze (ja w to wierzę :) Mam nadzieję, że ten samochód powstanie, a do tego potrzeba pieniędzy, trochę części i elementów mechanicznych :) Jeśli znacie kogoś kto ma jedno i/lub drugie, skontaktujcie się z Elektro Tomkiem :)


29.06.2010
Podobne wpisy: Artur w MarokoCztery RoweryMój rowerowy świat :)

tagi: przyjaciele, ludzie

Skomentuj



Majówka 2010

Zapomniałbym napisać o ostatniej swojej podróży :) Wprawdzie - wstyd przyznać - bez roweru, ale też miała sens. Wyjazdy z ludźmi należą do doświadczeń zdecydowanie weselszych niż cokolwiek, co robi się samemu. Taka weekendowa ucieczka to świetny sposób na stres. Wyjazd w 5 osób to nie jest straszny koszt, a warto. Jak widzimy po powodzi, nie z własnej winy można w jednej chwili stracić dorobek całego życia. Są jednak rzeczy, jakich w żaden sposób (pomijając amnezję) nie można stracić - przeżycia. Moim zdaniem, na tym trzeba się w życiu bardziej skupić :) Ok, tyle pisania, a poniżej filmik który streszcza te 5 dni przeżyć w drodze, w Słowenii i we Włoszech. Może nie jest szałowy, ale co tam...


25.05.2010
Podobne wpisy: Nocny rajd po KatowicachNajlepsze filmy roweroweBicie rekordu i jak to się skończyło...

tagi: filmy, przyjaciele, prywatne

Skomentuj



Nocny rajd po Katowicach

W czasie sesji i panującego mrozu niejednemu mieszczuchowi doskwiera brak ekstremalnych wrażeń. Okazuje się, że nie trzeba wiele by poczuć ich namiastkę - ot, latarka, termos, czekolada i ciepłe ubranie. A do kompletu - kamera :)


21.02.2010
Podobne wpisy: Majówka 2010Najlepsze filmy roweroweBicie rekordu i jak to się skończyło...

tagi: filmy, prywatne, przyjaciele

Skomentuj


1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21


O mnie Wyruszyłem kiedyś w podróż rowerem... Odtąd wiem, że nawet największe marzenia są w zasięgu ręki.
Trzeba tylko uwierzyć.

Piotr Mitko
piotr.mitko@gmail.com
Piotr Mitko
rozmowa - radio eM
rozmowa - radio Katowice
artykuł - Gość Niedzielny
rozmowa - portal wiara.pl

Film Islandia jest jak Kobieta

Kategorie wpisów radio filmy relacja występy zdjęcia film prywatne islandia2012 wulkany polska islandia imprezy przygotowania nordkapp przyjaciele ludzie z_innej_beczki polecam sprzęt wywiady

Najnowsze komentarze








Czytam Norwegia-nie tylko Nordkapp
- blog Michała Pawełczyka
toosh - prawie ultralight
- odchudzanie roweru
Rowerowe porady
- jak sama nazwa wskazuje
Marek Klonowski
- Facet, który mnie inspiruje
Piotr Strzeżysz
- Facet, który mnie inspiruje i mam jego autograf ;)

Polecam Gospel Sound
- Katowicki Chór Gospel
Natalia Tlałka
- Zdjęcia sercem robione
Tortolinka
- torty artystyczne
Ling Square 7
- Centrum Języków Obcych
Studio ARTBERRY
- zawdzięczam projekt plakatu
Studio Obrazu Bratkowski
- fotografia, projekty
Iluzjonista Tomasz Kabis

Możesz na mnie kliknąć :) TopLista - Wyprawy Rowerowe




Jeśli nie jest zaznaczone inaczej - tekst, zdjęcia, HTML © Piotr Mitko, piotrmitko.com, szmitt.com
Powielanie treści bez zgody autora jest łamaniem prawa

Zgodnie z dyrektywą UE informuję, że moja strona serwuje nieszkodliwe ciasteczka, aby przyjemniej Ci się ją czytało :)