Gość
Mail (opcjonalnie i niepublicznie)
ile jest ? (test antyspamowy)

W życiu pomogły mi dziesiątki osób. Teraz ja chcę swoją pasją pomóc chociaż jednej. Wierzę, że się uda. Czytaj, jeśli chcesz zobaczyć, czy ta wiara wystarczy :)

2012
Islandia 2
2209 km
relacja live

Rok bez wyprawy, za to z paroma osobistymi rekordami. Najcenniejszym było przejechanie 330 km w jeden dzień, co udało mi się dzięki jechaniu za Krzyśkiem Górnym :)

2011
Projekt 300
330 km
relacja + film

Była ostatnim krajem Skandynawii, który mi pozostał do zdobycia po 2008 roku. W 2009 plany nie wypaliły. Wreszcie w 2010 dopiąłem swego, mimo że kilka miesięcy wcześniej wulkan Eyjafjallajokull napędził mi sporo strachu. Podróż jak z bajki :)

2010
Islandia
4010 km
relacja live
informacja o filmie
wpisy o Islandii
trochę zdjęć

Plany zmieniałem co tydzień, a w końcu zostałem "skazany" na Polskę. "Cudze chwalicie, swego nie znacie" - stara prawda. Ruszyłem więc tam, gdzie nie byłem. Samotnie, z namiotem, odwiedzając Przyjaciół i odkrywając piękno Ojczyzny.

2009
Polska
1958 km
wstęp
samotne Tour de Pologne
relacja live
zdjęcia

Wraz z Marcinem Nowakiem, żywiąc się owsem i "maryjkami" w 55 dni przejechaliśmy 9 państw i 16 wysp, okrążyliśmy Bałtyk, przeżyliśmy 23 dni za kołem podbiegunowym, dotarliśmy z Katowic do końca najdalszej drogi świata i szczęśliwie wróciliśmy.

2008
Nordkapp
6903 km
przygoda na Północy

W wakacje pracowałem na podróż'08, a urlop był krótki. Przejechałem więc tylko kawałek Pomorza. Dodatkowo, z końcem sierpnia udało mi się coś, co od dawna chciałem zrobić: Katowice-Łódź w 1 dzień.

2007
Pomorze i Łódź
280+221 km

Budapeszt marzył mi się od paru lat. Spontaniczna, wesoła, bardzo udana majówka z Grażyną, Krystianem i Danielem. 9 dni czystej przyjemności.

2007
Budapeszt/Bratysława
1053 km
przygoda węgiersko-słowacka

Razem z Piotrkiem Piszczkiem. To miała być wyprawa życia. I w zasadzie była (wtedy), choć prawie nic nie poszło tak jak miało. Trwała 24 ciężkie dni. Skończyła się źle, ale dziś wspominam tylko to, co dobre.

2006
Rzym/Watykan
2317 km
przygoda Rzymska

Chciałem odwiedzić Znajomych sprzed roku, i - wydłużając trasę - poznać nowych. W trakcie tych 16 dni osiągnąłem dystanse, z których do dziś jestem dumny :) - oscylujące wokół granicy 200 km dziennie.

2005
Polska
1574 km

Moja 1. samotna wielodniowa wyprawa. Trwała 8 dni. Ogromne osobiste przeżycie. Poznałem wielu wspaniałych ludzi i pokochałem podróże.

2004
Polska
855 km

Podróże rowerowe > piotr mitko .com

Schmittko the Cyclist



Dzień 50. - czwartek, 21 sierpnia 2008

Kopenhaga

Obudziłem się ok. 9 i po skorzystaniu z łazienki zasiadłem przed komputerem. Wujek Damian był w pracy. Zaparzyłem sobie trzy kawy. Zadzwoniła Mama i porozmawiałem z Rodzinką. Kiedy wstał Marcin oddałem mu kompa i zająłem się uzupełnianiem dziennika. Ze szkoły wrócił Feliks, najmłodszy syn wujka. Zamieniłem z nim kilka zdań po angielsku, a po chwili przyszła cała banda jego kolegów.

Około południa za kieszonkowe od wujka zrobiliśmy zakupy w Netto. Potem Baran kleił dętkę (8), bo przez noc z koła zeszło mu powietrze, a ja przy kolejnej kawie spędziłem trochę czasu na rozmowie z wujkiem i Feliksem, odkładając godzinę wyjazdu na coraz później. Dowiedziałem się, że ok. 16:30 wpadnie ciocia Ilona. Zgłodniałem i dalej opróżniałem lodówkę. Baran zadowolony siedział na internecie. Wujek podarował jeszcze polskie kabanosy, piwo i mapę Bornholmu (na pewno się tam kiedyś wybiorę).

Za całą gościnę bardzo, bardzo dziękuję!

Ciocia nie była długo, ale na tyle, że zdążyliśmy się zobaczyć i pogadać najwięcej w życiu.

Względność dystansu

Na koniec pobytu zrobiliśmy z ekranu zdjęcia Google Maps, w dość dokładnej skali, bo do domu już tylko 750 km. Marcin podzielił się myślą: „nigdy nie byłem tak blisko domu, będąc tak daleko”. Czułem dokładnie to samo.

Wyjechaliśmy o 18:10. Przeszkadzał wiatr i krótkotrwały deszcz. Rowery były ciężkie, bo napakowane zakupami. Szybko się ściemniło i musieliśmy kończyć jazdę. Ulokowaliśmy się na łące ukrytej od strony zabudowań, ale za to widocznej z drogi. W Danii za rozbijanie się poza polami campingowymi grożą słone mandaty. Mamy więc zamiar wcześnie wstać.

Moje ścięgno znów spuchło, tak jakby najbardziej szkodził mu odpoczynek... Według Marcina tym razem jest trzy razy większe niż lewe.

- Køge - 10 km przed Rønnede
55 km; avs 18,2; podj. 121 m; 3:02; max 35,1; 1,1 l; 28 zł

Dzień 51. - piątek, 22 sierpnia 2008

Uwięzieni na wyspie

Pobudka o 6, o 8:20 ruszyliśmy. Mocno wiało. Po 45 kilometrach mostem opuściliśmy pierwszą duńską wyspę. Mostów i wysp było tego dnia kilka, ale potrzebny był też prom. 15 kilometrów na kolejną wyspę, 45 minut, cena 80 DKK/os.

O 18:10 mieliśmy już 125 kilometrów, więc wydawało się, że uda się zrobić jeszcze 60, by zdążyć na ostatni prom na kontynent, o 22:15. Zaledwie 15 kilometrów przed celem złapałem kapcia (9). Myślałem, że Marcin wkrótce się zatrzyma lub cofnie, ale nie zauważył zbyt prędko mojego braku. Szybko napompowałem koło, ujechałem na nim tylko 1500 metrów, ale Marcina nie było. Spróbowałem raz jeszcze... Tylko kilometr. Napisałem więc SMSa i prowadziłem rower. Nie kleiłem dętki, bo panowała już kompletna ciemność, a na prom i tak straciliśmy szansę. Zostaliśmy uwięzieni na wyspie przynajmniej do rana. Wrócił Marcin. Na szczęście 500 metrów przed nami miała być jakaś miejscowość. Napompowałem dziurawe koło i dojechałem.

Był tam stół i ławeczka, a za krzakami miejsce, które uznaliśmy za zdatne do spania, o ile będziemy bardzo dyskretnie rozkładali namiot i zwiniemy go wcześnie rano, ponieważ miejsce to widać było z pobliskiego domu jak na dłoni.

Na ławeczce najpierw zrobiliśmy makaron, a żeby wynagrodzić sobie wieczorne nerwy wznieśliśmy toast duńskim piwkiem.

Namiot rozbiliśmy prawie bez latarki i zasnęliśmy od razu.

- Vordingborg - Svendborg - Faaborg
175 km; avs 19,8; podj. 690 m; 8:47; max 42,3; 1,2 l; 69 zł

Dzień 52. - sobota, 23 sierpnia 2008

Załóż gumę

W nocy padało i pływaliśmy w namiocie. Wszystkie rzeczy w sakwach mokre, mokre śpiwory, mokrzy my...

Za zasługą mocnego deszczu wyjechaliśmy dopiero o 11:30, choć wstaliśmy o 5. Ale to jeszcze drobiazg... W ogóle przez pierwsze 13 godzin dnia zrobiliśmy tylko 35 kilometrów!

Rano wymieniłem dętkę. Po 6 kilometrach flap (10). Klejenie. Po 7 kilometrach flap (11). Było to kilometr przed tym cholernym promem! W desperacji próbowałem jechać na feldze, ale z sakwami tak można by się zabić. Prom uciekł nam sprzed nosa. Na kolejny musieliśmy czekać prawie dwie godziny, a głód narastał.

Wróciłem do starej dętki, którą musiałem w tym celu też zakleić. Znalazłem mikroskopijny kamyczek tkwiący w oponie na wylot, który okazał się gumowym pogromcą.

Na lądzie na dobre

Prom kosztował 78 DKK/os. Na kontynencie byliśmy o 15:45 i od razu ruszyliśmy dalej. Ujechaliśmy 21 kilometrów, kiedy znów przebiłem gumę (12). Moich uczuć już nie da się opisać. Tym razem zamieniłem i dętkę i oponę, tył z przodem. O 18:05 ruszyliśmy ponownie.

W jakiejś miejscowości, gdy dojeżdżaliśmy do mostu, zapaliło się czerwone światło i most ten... został podniesiony. Musieliśmy czekać aż przepłyną pod nim statki. Marcin: „czego to ludzie nie wymyślą, żeby opóźnić rowerzystę”.

Na 62. kilometrze wjechaliśmy do Niemiec. Fatalne ścieżki rowerowe. Deszcz. Po ciemku przejechaliśmy Schlezwig.

Wreszcie o 23:40 dojechaliśmy do kuzynki Marcina w Eckernförde. Ona i jej mąż byli na imprezie, ale przyjęła nas ciocia. Zjedliśmy kolację, a Jadzia z Dawidem wrócili przed 1 w nocy.

- Flensburg - Eckernförde
128 km; avs 20,6; podj. 605 m; 6:12; max 41,9; 1,4 l; 25 zł

Dzień 53. - niedziela, 24 sierpnia 2008

Regeneracja

Obudziliśmy się o 9. Achilles znów mocno spuchnięty. Zjedliśmy wspólne śniadanie i pojechaliśmy do kościoła z Lizą, córką Jadzi i Dawida. Potem zakupy, a po nich pojechaliśmy do innego kuzyna Marcina, ale go nie było. Po powrocie do domu poleżałem sobie, bo bolał mnie brzuch. Wkrótce mieszkanie zapełniło się ludźmi. Był pyszny obiadek. Zjadłem dwa razy za dużo i musiałem znów leżeć. Potem kawa i ciasto, którym ponownie się obżarłem.

Robiło się coraz później, więc biliśmy się z myślami, czy zostać na jeszcze jedną noc. W końcu ruszyliśmy, ale dopiero o 20:40 i już było prawie ciemno, lecz istotnym argumentem za takim posunięciem był fakt, że jak dotąd przez 52 dni jechaliśmy dzień w dzień. Za Kielem daliśmy sobie spokój i weszliśmy do pierwszego lasu, jaki się nadarzył. A przynajmniej w ciemności wydawało się, że to las. Był mało przyjemny, a obok namiotu natknęliśmy się na rozrzucone strzykawki, co mi nieco popsuło humor...

- 11 km za Kielem
46 km; avs 18,4; podj. 275 m; 2:29; max 35,1; 1,1 l; 0 zł

Dzień 54. - poniedziałek, 25 sierpnia 2008

Nie lubię Niemiec

Obudziłem się o 6:30. Gdy wyszedłem z namiotu zobaczyłem gdzie tak naprawdę go rozbiliśmy... Był to park, a nieopodal nas biegła ścieżka, na której od czasu do czasu przewijali się ludzie. Trzeba się więc było szybko zbierać. Zaczęliśmy wyciągać rowery z namiotu, i właśnie wtedy pod las podjechał radiowóz. Wysiadł z niego policjant i zaczął zmierzać w naszym kierunku. Wyobraziłem sobie, że za chwilę koszty naszej wyprawy się podwoją. Schyliłem się, by nie wystawać zza skarpy na której byliśmy, błyskawicznie wyrzuciliśmy z namiotu resztę gratów i złożyliśmy kijki. Prawie zawał. Na szczęście policja nas nie zauważyła.

Denerwowało mnie dziwne podskakiwanie roweru. Myślałem, że do opony przykleił mi się ślimak, bo pełno ich tu na drogach. Owszem, wydłubałem co nieco z opony, ale nic się nie zmieniło. Wyglądało na to, że w przednim kole na dętce zrobiła się „zakładka”. Postanowiłem tego już nie ruszać, aż nie strzeli.

Na 27. kilometrze strzeliło za to coś innego, mianowicie linka z moich tylnych przerzutek. Bardzo inteligentnie zabrałem się do naprawy na trawie. Po skutecznym... zgubieniu w niej jednej ze śrub manetki i zjechaniu drugiej, musiałem dać za wygraną. Poza tym, moja zapasowa linka zgubiła się nie wiem kiedy, a Marcin miał tylko hamulcową. Ustawiliśmy łańcuch na środkowym biegu i odtąd zamiast dwudziestu czterech, miałem trzy: piąty, dziesiąty i piętnasty.

W okolicach Lubeck nasza droga prowadziła przez ścieżkę rowerową wzdłuż plaży. Przedostaliśmy się promem na drugą stronę miasta, dzięki czemu uniknęliśmy przejazdu przez jego centrum.

Rozbiliśmy się przy polu kukurydzy.

- 15 km przed Güstrow
172 km; avs 20; podj. 790 m; 8:35; max 40,6; 0,5 l; 0 zł

Dzień 55. - wtorek, 26 sierpnia 2008

A to Polska właśnie

Pobudka o 5:30, makaron, wyjazd o 7:25.

Na pierwszym postoju wyrzuciłem do kosza jedną z dwóch par rozwalonych trampków.

Postoje średnio co 30 kilometrów. Niezła pogoda i lekko korzystny wiatr. Gnała nas do przodu także tęsknota za Ojczyzną. Przez pół Niemiec darliśmy się wniebogłosy, śpiewając polskie hiciory, jak „Wehikuł czasu”, „Whisky”, „Żegnam was”, „Niepokonani”, „Mała wojna”, „Zawsze tam gdzie ty”, „Dziwny jest ten świat” i wiele innych, tak żeby nas wszyscy słyszeli.

Na 130. kilometrze Marcin złapał gumę (13).

O 19:25 (193. km) dotarliśmy do Polski.

Niestety bardzo mnie rozczarowała. Nie było nawet tablicy z nazwą naszego wspaniałego kraju, byśmy mogli sobie zrobić patriotyczne zdjęcie. Fotografia przed McDonaldsem to nie jest to, o czym marzyłem. Chwilę później wjechaliśmy w jakąś wioskę, gdzie od bandy żuli usłyszeliśmy na przywitanie pierwsze polskie słowa: „te! Sk....syny!”.

No i już musiałem przekląć. W Szczecinie myślałem że dostanę... nie powiem czego, kiedy wjechaliśmy na typową polską ulicę, dziurawą bardziej niż ser szwajcarski.

Dojechaliśmy do dworca PKP, osiągając 208 kilometrów. A więc „200 każdy zrobi” - udało się! Nie żałowaliśmy kasy na przekąski do pociągu, choć pod dworcem ceny były złodziejskie. Kupiliśmy bilety i weszliśmy do wagonu minutę przed odjazdem, o 20:47.

Konduktorzy robili nam problemy z powodu rowerów, ale co z tego. Mając za sobą Nordkapp, mogłem się bezczelnie roześmiać. Najpierw mówili, że nie ma przedziału rowerowego, więc w ogóle nie wejdziemy do pociągu. Powiedziałem, że sprzedano nam bilet na rower, więc wejdziemy. By nie tarasować przejścia wprowadziliśmy maszyny do przedziału. Ale razem z nimi zajmowaliśmy cały. Kierowniczka pociągu stwierdziła: „tak nie może być”, więc obiecaliśmy z tym coś zaraz zrobić. Zdjęliśmy koła i zawiesiliśmy rowery na półce, przywiązując sznurkami. Babka wróciła i dalej marudziła, ale nasze mocowanie chyba ją rozbawiło.

Wypiliśmy po dwa piwka i zaczęliśmy przypominać sobie najlepsze chwile naszej podróży...

Odpoczywaliśmy, spisywaliśmy wspomnienia...


Marcin zasnął i spał już prawie do rana, ja zaś czuwałem, wykorzystałem resztkę baterii w telefonie na obwieszczenie światu naszego powrotu i podliczyłem łączne osiągi...

6903,1 km w 345 h 57 min
avs 19,95 km/h
max 61 km/h
45 240 metrów podjazdów
przejechaliśmy 9 państw i 16 wysp, widzieliśmy 4 morza
- Szczecin
208 km; avs 21,6; podj. 940 m; 9:37; max 50,7; 2,8 l; 0 zł (Marcin wisiał mi 40, ale już oddał :)

Dzień 56. - środa, 27 sierpnia 2008

Dom


muzyka © John Williams, Rob Dougan

O 5:40 pociąg dokulał się na katowicki dworzec. Mimo tak horrendalnej pory, na peronie czekało na nas aż 8 bliskich osób z transparentem o treści „witamy zdobywców Nordkapp”. Gdy ujrzeli go konduktorzy, złożyli nam gratulacje.

Spojrzenie z dystansu

Nie jedzie się od razu z Polski do Norwegii, ale od drzewa do drzewa, od znaku do znaku... To Metoda Małych Kroczków :) Nie można się obciążać myślami o wszystkich problemach, jakie będą na drodze do celu. Takie podejście do życia oszczędza stresu, a skoro dojechaliśmy, to i jest skuteczne.

Moje oczy przez 346 godzin śledziły wstęgę drogi. Mam ją nadal w oczach...

Ta podróż dała mi poczucie spełnienia, dużo wiary w siebie, temat do długich opowieści teraz, i oby w przyszłości swoim dzieciom. Mam nadzieję, że i one będą mogły zobaczyć te nadzwyczajne zakątki świata, ocalone jeszcze od cywilizacji; poznać te skarby natury, które powinniśmy chronić tak samo jak każde życie na Ziemi.

The end.
Happy end.


Dziękuję

Nie osiągnąłbym celu bez pomocy i wsparcia wielu Osób.

Większości podziękowałem na filmie, a pozostałym dziękuję z tego miejsca.

Dziękuję też tym, którzy motywowali mnie do spisania tych wspomnień.


Pisząc powyższe słowa spadła na mnie wiadomość, że odszedł Michael Jackson – moja inspiracja od prawie 20 lat. Nauczył mnie wrażliwości, pasji i głębokiej wiary w to, że jeden człowiek może zmienić świat... Dał przykład stawiania sobie najwyższych celów i dążenia do nich. Pokazał jak być sobą. Michael, pozostaniesz w moim sercu. Dzięki Tobie uwierzyłem, że wszystko jest możliwe. Uwierzyłem w moc marzeń. Nigdy nie byłbym sobą gdyby nie Ty. Zmieniłeś nie tylko mój świat... Na zawsze.

26.06.2009



Ranking Jeżeli spodobała Ci się ta strona... Możesz oddać na mnie jedno kliknięcie :-)
TopLista - Wyprawy Rowerowe
Dziękuję!

Ta wyprawa jest w Kalendarzu Wypraw Rowerowych XXI wieku



myku
2009.08.17 00:18
Najlepsza relacja jaka czytalem.W 100% pode mnie.Bylem juz dwa razy na Nodrkappie i 2 razy na Islandii,ale motocyklem.Naogladalem sie takich jak wy w wymiarze XXXL.Zawsze ich,tak jak i was podziwialem.Dlatego mysle,ze nadszedl czas przesiasc sie od czasu do czasu z motocykla i poprzerzucac biegi reka.Gratuluje i trzymam kciuki w przyszlosci.rafal
ps.jakbyscie nie wierzyli,ze na Nordkappie swieci slonce zajrzyjcie na moja galerie:
www.picasaweb.google.de/nelusia21
powodzenia!
Marcin-Agent
2009.08.18 13:43
:) No chłopaki.Super wyprawa i super relacja.Czytałem i oglądałem ją z wypiekami tym bardziej,że sam się szykuję na wyprawę po Norwegii w czerwcu, powrót planuję częściowo pociągiem przez Szwecję a dalej rowerem.Niestety mam ograniczony czas - urlop w pracy, którego mogę w ogole nie dostać :).Dużo pomocnych wskazówek.Rewelacja chłopaki.Pozdrawiam
dzesio.bikestats.pl
2009.08.19 11:00
Super wyprawa, super się czytało i Wielkie Gratulaje dla Was!
tancerz
2009.08.21 20:58
Przeczytałęm wszystko naraz jednym tchem z małymi przerwami na jedzienie i potrzeby ;). Wspaniałe opowiadanie, wspaniałe emocje i przygody. Chylę czoła Wam obojgu. Schmittko musisz wydać książkę z tymi opowiadaniami, chętnie kupię ;).

P.S. MJ R.I.P. ... Wiem dokładnie co czujesz...
tpiatek
2009.09.03 10:20
Gratuluję wyprawy! Przeczytałem z wielkim zainteresowaniem. Ciekawie napisane. Nie można się oderwać :) Życzę więcej takich wypraw, bo liczę na kolejne opowiadania :)
Lukasz
2009.09.10 22:17
Ha, a więc to was spotkałem na dworcu PKP w Katowicach podczas waszego powrotu (akurat wsiadałem do tego pociągu). Gratulacje za wyprawę, super przeżycia, i bardzo fajna relacja. Też muszę w końcu kiedyś zagościć na północy, szkoda że urlop taki krótki... Zapraszam też do siebie na velozone.net :)
osa
2009.09.27 14:10
Super relacja i super wyprawa! Gratuluję pomysłu, samozaparcia i lekkiego pióra :) Bardzo przyjemnie się czytało tą relację - dobrze że dałeś link na stronie [kliknij] Pozdrawiam i czekam na kolejne relacje!
rysiek
2009.10.11 16:13
Wspaniale zdjęcia i opisy relacji wycieczki ,coś wspaniałego,piękne przeżycia ,gratuluje i życzę dalszych sukcesów,pozdrawiam wszystkich rowerzystów Rysiek z Krosna Podkarpacie:)
Gość
2009.10.14 12:55
Nie przeczytałem wszystkiego, bo muszę uciekać... Na pewno tu wrócę;)
Mariusz
2009.12.07 12:18
Przeczytałem całą relację - rzeczywiście wciąga, czy jak ktoś już napisał, masz "lekkie pióro". :) Choć mam obecnie zupełnie inną filozofię rowerowania (dawniej miałem podobną do twojej - głównie asfalty, długie dystanse itp), to trzymam kciuki za spełnienie marzeń o Islandi. Pozdro! Mariusz z rower.bozym.com
Marcin
2009.12.29 02:24
Gratuluję. Bardzo sympatycznie napisane. Wielkie brawa za to, że daliście radę. Mnóstwo osób w tym czasie siedziało przed TV i nic nie robiło, a Wy napieraliście.


schmittko
2010.01.04 19:29
dziękuję za ostatnie komentarze, na które nie odpisałem. Jest mi bardzo miło; więcej - dajecie mi motywację do organizowania kolejnej wyprawy :)

do tych co podali swoje adresy: od jakiegoś czasu zabieram się za przejrzenie Waszych stronek :)

@Lukasz: super że nas znalazłeś :)

@Marcin: precz z TV i innymi pożeraczami czasu :) Trzeba czasem "wyjść z siebie i stanąć obok", żeby zobaczyć co jest warte naszego czasu, a co nie :)
Tomek
2010.01.21 19:24
Przeczytanie Waszej relacji zajęło mi 2 dni po kilka godzin ; ) I powiem szczerze, że nie żałuję. Gratuluję odwagi, wytrwałości fizycznej jak i psychicznej i życzę powodzenia w dalszym spełnianiu marzeń.
Szczególny respekt dla Pana Piotra za to, że pokonał prawie 7000km w zwykłych halówkach ! xD
Zazdroszczę także Panu Marcinowi cierpliwości i poczucia humoru bo te postoje związane z przebijaniem opony kolegi doprowadziłyby mnie do...
Mam jedno pytanie ; ) Czy podczas tej wyprawy korzystaliście z telefonów ? Chyba tak bo z tego co pamiętam to na 1 zdjęciu był telefon. I w jaki sposób je ładowaliście :D

pozdrawiam
schmittko
2010.01.23 12:36
@Tomek: bardzo mi miło :) I nie wysyłaj nas Kolego do muzeum - bez "Panów" :) Jak widzisz: stary człowiek i może :D Odp. na Twoje pytanie: korzystaliśmy z telefonów, ale na tyle rzadko, by ich nie ładować - ja tylko wieczorem włączałem by odebrać i napisać smsa. Wytrzymał od Katowic do Helsinek, stamtąd do schroniska na Nordkapp, następnie mieliśmy prąd w chatce na kole podbiegunowym, potem dopiero w Kopenhadze. Marcin posiadał też zapasową, większą baterię do swojego telefonu. Jeśli chciałbyś mieć coś bardziej pewnego, polecam ładowarkę na korbkę - można kupić nawet za 10 zł
Grzesiek z katowic
2010.02.12 11:41
jestem pod wrażeniem!! przeczytałem całość za jednym razem! robi wrażenie, ogromny szacunek dla Was!;))))
marcin
2012.11.13 23:33
SZczerze was koledzy szanuję,nielada wyczyn.Pozdrawiam
piotr z nysy
2013.05.16 20:59
jestem pod wielkim wrażeniem,szacunek, czytałem to z wypiekami na twarzy to się nazywa prawdziwa wolność.
Gosia
2013.07.18 04:20
Coś niesamowitego!
Jest 04.19. Już świta, a ja właśnie skończyłam czytać. W głowie mam tysiące myśli, które trudno ubrać mi w słowa. Dziękuję Wam chłopcy, że jesteście!!!
Mam 50 lat i mój "Nordkapp" wygląda zupełnie inaczej... Dużo się od Was nauczyłam... DZIĘKI
schmittko
2013.08.23 09:43
Dziękuję Gosiu za tak miłe słowa! Każdy ma swój "Nordkapp"... :)
Robert
2014.01.01 20:39
W tym roku też wybieram się na Nortkapp i w poszukiwaniu informacji o tym miejscu trafiłem na Waszą relację. Jak to zauważyła jedna z komentatorek przede mną, Waszą relację czyta się jak najlepszą w świecie literaturę podróżniczo - przygodową, a z każdym kolejnym opisywanym przez Was dniem, z coraz większym podziwem i szacunkiem dla Waszej odwagi i wysiłku!! Pisząc komentarz pod takim tekstem aż wstyd mi się przyznawać w jaki sposób zamierzam dotrzeć na Nordkapp (statkiem wycieczkowym z Hamburga), ale daliście mi wspaniały obraz tego, czego można się tam spodziewać, szczególnie w zakresie krajobrazów i klimatu, choć wiem, że tylko w malutkim procencie doświadczę tego, co było Waszym udziałem. Bardzo cenna relacja dla osób kochających podróże i przygodę! Pozdrawiam gorąco!
Piotrek
2014.01.03 18:44
Siema rowerzyści! Relacja z wyprawy - to cudo! Wrażenia i wspomnienia zostaja już na zawsze. Na Nordkapp planuje rowerem jechać w tym roku około 10 czerwca. Narazie jestem sam w swych zamierzeniach ale myślę ze napewno jeszcze sie z kimś ustawie. Na Nordkappie byłem już 1 raz samochodem w podróż poślubną w 2010 roku. Jechałem tak samo jak Wy tylko Finlandię braliśmy bardziej na wschód przez Kuusamo i Karelię. Powrót przez Narvik, Lofoty, Ściana Trolli i dalej przez Szwecje. Moim marzeniem jest wyprawa rowerem do Chin ale myślę że narazie jestem na to za cienki... Polecam relacje rowerem do Chin samotnie przez Krzyśka Skoka. www.rowerem.zehej.pl Jak widać nie ma rzeczy niemożliwych dla rowerzystów:)) Pozdrawiam!!!
Michał Górka
2014.02.01 21:15
Wspaniale się to czyta, spędziłem cały wieczór z netbookiem na brzuchu, emocjonując się każdym dniem Waszej wyprawy. Obecnie szczególnie fajne jest to, że można obejrzeć praktycznie całą trasę na googlemaps, dzięki google street view. Rewelacja.
Michał
2014.04.08 14:40
Przeczytałem tę relację już trzeci albo czwarty raz w ciągu roku. Daleka Północ na rowerze jest moim marzeniem, niestety przez brak czasu (krótki urlop) jestem zmuszony planować krótsze wyprawy. Był już Rzym (2024 km), Rumunia (1200), sporo Polski (po 2-5 dni), a w tym roku w czerwcu będzie Chorwacja (1300). W tym roku po raz pierwszy jedzie ze mną żona:) A wracając do Twojej relacji, za pozwoleniem chcę ją sobie wydrukować w formie książeczkowej, ze zdjęciami:)
ddd
2014.06.24 21:08
czytam tę relację w kółko, od tygodnia, kiedy na nią trafiłem. Żona mi zaczyna grozic rozwodem ;)
schmittko
2014.07.26 09:51
@Robert, Piotrek, Michał, Michał i ddd: Dziękuję Wam za tak wiele miłych słów :) Trudno mi uwierzyć, że już minęło 6 lat od tej wyprawy... i to w sumie otatnia tak dobrze przeze mnie opisana - a w międzyczasie było jeszcze kilka dużych przygód. Od dłuższego czasu próbuję się zmobilizować + znaleźć czas na powrót do pisania. Takie komentarze jak Wasze, to najlepsza motywacja. Dzięki!
@ddd: uśmiałem się :) Mam nadzieję, że Twoja Żona mnie nie znienawidziła :)
Pablo
2014.08.26 17:11
Rewelacyjny artykuł. Bardzo fajnie się go czytało (wciąga) ;)
Mam już w kalendarzu zaznaczony wyjazd rowerem na Nordkapp. Powolutku się do niego przygotowuję, a twoja relacja jeszcze bardziej mnie zainspirowała i pomogła. Pozdrawiam serdecznie :)
G
2014.12.15 23:30
Trafiłem na Twoją stronę przypadkiem latem 2013. Tę relację z Nordkapp przeczytałem od tamtej pory kilkanaście razy (nie przesadzam). Masz fajną pasję, którą ma też wielu innych, m.in. ja. Natomiast jeżeli chodzi o talent do pióra i filmu to jesteś niedościgniony :). Przeczytałem wiele relacji z podróży rowerowych, obejrzałem sporo filmów, ale Twoje wciąż są najlepsze. Było by super, jak byś znów zaczął pisać. Pozdrowienia :)
Gonzales
2014.12.26 22:55
Zdecydowanie podpisuję się pod prośbą o powrót do pisania!!! ;)
schmittko
2015.01.05 15:28
Dziękuję Wam bardzo za tak miłe komentarze! Po ich przeczytaniu wręcz rozpiera mnie chęć do pisania. Myślę, że coś z tego będzie - mam noworoczne postanowienie :) Pozdrawiam!
Cinus
2015.01.29 14:51
Dzięki za relację. Też uważam, że wciąga... :-) Przeczytałem ją po raz kolejny (nie wiem który, chyba trzeci). Relacja podobała się, czytałem zamiast się uczyć. Trudno, może się okaże, że zaczną weryfikację wiedzy od Skandynawii. [geografia]
Pozdrawiom. Wilchwianiok
Marek
2016.02.04 13:03
Na Przylądku Północnm byłem 3 razy, dwa w realu, a czytając Piotrze Twoją relację - po raz trzeci. Choć byłem dawno, to poznawałem wszystkie miejsca, które odwiedzaliście, nawet te same komary Was cięły :) Dziękuję za tę podróż. Gratuluję pięknej wyprawy, pokonywania trudności i pasjonującego opisu! Piszesz tak interesująco, że nie mogłem oderwać się od tabletu, a robota leży... Dobrze, że żona tego nie widzi, bo by mi się oberwało.
Powodzenia chłopaki!
Adam
2016.05.05 16:10
Super się to czytało. Ja na rowerze to niestety tylko po bułki do sklepu:) Ale fajnie jest pomarzyć o takiej długiej wyprawie. Pisz jak najwięcej.
Skomentuj


Jeśli nie jest zaznaczone inaczej - tekst, zdjęcia, HTML © Piotr Mitko, piotrmitko.com, szmitt.com
Powielanie treści bez zgody autora jest łamaniem prawa

Zgodnie z dyrektywą UE informuję, że moja strona serwuje nieszkodliwe ciasteczka, aby przyjemniej Ci się ją czytało :)